Podstawa i zasady odpowiedzialności. Ogólną podstawą dochodzenia odszkodowania od władzy publicznej jest art. 417 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z regulacją w nim zawartą odpowiedzialność za działanie władzy publicznej nie opiera się na winie – nie trzeba jej zatem udowadniać, co stanowi znaczne uproszczenie dochodzenia roszczeń. Proces technologiczny – uporządkowany zbiór czynności zmieniających właściwości fizyczne lub chemiczne przedmiotów pracy [1]. Proces technologiczny razem z czynnościami pomocniczymi (np. przemieszczanie materiału) stanowią proces produkcyjny, w wyniku którego otrzymywany jest produkt [1] . Zespół podstawowych aparatów i Renesans, odrodzenie ( renaissance „odrodzenie”) – epoka w historii kultury europejskiej, obejmująca przede wszystkim XVI wiek, określany często jako „odrodzenie sztuk i nauk” oraz koncepcja historiozoficzna odnosząca się do historii kultury włoskiej od Dantego do roku 1520. Termin ten nie jest jednoznaczny. Ortodoksja. Ortodoksja ( j. grecki: ὀρθός orthós – słuszny, δόξα dóxa – wiara, chwała/sława) – ścisła wierność doktrynie, dogmatowi, zwłaszcza religijnemu. Współcześnie jest tożsama rygorystycznemu przestrzeganiu jakiegoś zbioru zasad. Platon za swym mistrzem, Sokratesem, uważał (w „Państwie”), że ludzie . Sądy administracyjne orzekają, że nie było podstaw prawnych nakładania obostrzeń, a co za tym idzie, karania osób, które je łamią. Nie oznacza to, że da się uzyskać zadośćuczynienie od konkretnego urzędnika, choć takie pomysły pojawiają się w mediach społecznościowych. Mimo że pewne mechanizmy prawne istnieją, to raczej nie będą one skuteczne. Kary za łamanie obostrzeń na bakier z prawem - sądy uchylają decyzje>> Urząd można pozwać o odszkodowanie Zgodnie z art. 77 ust. 1 Konstytucji RP każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Znowelizowany w 2004 roku art. 417 stanowi podstawę ogólnej odpowiedzialności władz publicznych za szkodę wyrządzoną przez „niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej”. Z kolei przepisy art. 4171 § 1–3 wprowadzają, jako dodatkową przesłankę dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, obowiązek uprzedniego stwierdzenia niezgodności z prawem działania władz publicznych, czyli uzyskania tzw. prejudykatu. - W praktyce oznacza to, że aby wystąpić do sądu cywilnego z roszczeniem odszkodowawczym przeciwko Skarbowi Państwa należy posiadać stwierdzenie nieważności decyzji stanowiącej źródło szkody – wyjaśnia Zofia Gajewska, adwokat z kancelarii Dubois i Wspólnicy. Zobacz procedury w LEX: Wniesienie skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku sądu pierwszej instancji > Rozpoznanie skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku > Jak podkreśla, Skarb Państwa odpowiada za szkodę bezpośrednio, jeżeli niezgodnie z prawem zachował się funkcjonariusz państwowej jednostki organizacyjnej, która nie została wyposażona w osobowość prawną (statio fisci). - Jeśli zaś szkodę wyrządzą inni funkcjonariusze państwowi, odpowiedzialna będzie ta państwowa osoba prawna, w której strukturę organizacyjną wchodzą dani funkcjonariusze. A w przypadku szkody wyrządzonej urzędników wchodzących w skład struktur samorządowych, odpowiedzialność ponosi jednostka samorządu terytorialnego, np. gmina - mówi. Zobacz procedurę w LEX: Uchylenie decyzji lub postanowienia z powodu naruszenia prawa materialnego, które miało wpływ na wynik sprawy lub naruszenia przepisów postępowania, które mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy > Prof. Robert Suwa, adwokat w kancelarii Suwaj, Zachariasz Legal uważa, że zasądzenie zadośćuczynienia od konkretnych pracowników urzędów nie ma podstaw prawnych, ponieważ wykonują oni funkcje publiczne w imieniu Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego. - Takie powództwo moim zdaniem zostanie oddalone z powodu braku legitymacji biernej powoda - mówi. Bat, którego nikt nie użył W 2011 r. ustawodawca postanowił wziąć się za urzędników, którzy w procesie wydawania decyzji naruszają prawo. Takim batem miała być ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa. Na jej podstawie urzędnicy, którzy wydali bezprawną decyzję, mogą odpowiadać aż do dwunastokrotności swojej pensji. - Ustawa miała być batem na urzędników, którzy w procesie wydawania decyzji rażąco i umyślnie naruszają prawo - mówi dr hab. Grzegorz Krawiec, profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. – Stąd pomysł, by w postępowanie zaangażować prokuratora, który będzie składał stosowny pozew. Wielu urzędników po wprowadzeniu tych przepisów zaczęło się ubezpieczać, obawiając się odpowiedzialności, na czym skorzystali ubezpieczyciele – mówi. Dodaje jednak, że okazało się to mocno na wyrost, bo ustawa – choć obowiązuje od prawie dziesięciu lat, nie jest stosowana. - Ma bardzo wąski zakres przedmiotowy, wskazane w niej przesłanki ziszczą się w bardzo niewielkiej liczbie przypadków – tłumaczy prof. Krawiec. – W sytuacji, gdy chodzi o uchylenie kar administracyjnych nałożonych na podstawie niekonstytucyjnego rozporządzenia, nie znajdzie raczej zastosowania, bo należy pamiętać, że urzędnicy – w odróżnieniu od sądów i trybunałów – działają również na podstawie rozporządzeń, nie tylko ustaw i Konstytucji – tłumaczy. Według art. 5 ustawy funkcjonariusz publiczny ponosi odpowiedzialność majątkową: na mocy prawomocnego orzeczenia sądu lub na mocy ugody zostało wypłacone przez podmiot odpowiedzialny odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej z rażącym naruszeniem prawa; rażące naruszenie prawa zostało spowodowane zawinionym działaniem lub zaniechaniem funkcjonariusza publicznego; rażące naruszenie prawa zostało stwierdzone w trybie określonym w tej ustawie. - A zatem najpierw musi powstać szkoda dająca podstawę do orzeczenia odszkodowania wobec organu, następnie wypłaca się to odszkodowanie, a dopiero na końcu informuje się o tym prokuratora i przekazuje mu informacje o osobach, które odpowiadały za wydanie decyzji – mówi prof. Robert Suwaj. – Jeżeli urzędnik miałby ponieść konsekwencje wskazane w tej ustawie, musi też dalej pracować w tym urzędzie. A prawdopodobnie zwolni się już na etapie, gdy toczyć się będzie sprawa o odszkodowanie. W przypadku orzeczeń dotyczących nakładania kar administracyjnych, zastosowanie ustawy uniemożliwi rodzaj rozstrzygnięcia dokonanego przez sąd, a konkretnie np. uchylenie decyzji administracyjnej zamiast stwierdzenia jej nieważności – tłumaczy. Czytaj w LEX: Odpowiedzialność za błędy urzędnika. Odszkodowanie > Barbara Skrabacz-Matusik, zastępca dyrektora Wydziału Organizacji i Nadzoru Urzędu Miasta Krakowa mówi, że ustawa dotyczy ściśle określonej grupy funkcjonariuszy publicznych, którzy dopuścili się kwalifikowanego naruszenia prawa przy wykonywaniu władzy publicznej czyli np. osób wydających decyzje administracyjne. I dodaje, że odkąd obowiązuje, w krakowskim magistracie nie doszło do sytuacji, w której miałaby ona zastosowanie. Czytaj w LEX: Odpowiedzialność Skarbu Państwa za szkody w trakcie pandemii > Obrywa ten na dole Tomasz Ludwiński, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ Solidarność mówi nam, że w Krajowej Administracji Skarbowej wyżsi urzędnicy, naczelnicy wydziałów i dyrektorzy departamentów, nie ponoszą raczej odpowiedzialności, nawet jeśliby prawo naruszyli. Otrzymują najwyżej pouczenie. - O odpowiedzialności dyscyplinarnej możemy mówić tylko co do pracowników niższego szczebla, to dla nich są postępowania dyscyplinarne czy regulaminy, kodeksy etyki, wyżsi – ci „swoi" są często chronieni, co nie raz miało miejsce – mówi związkowiec. Czytaj w LEX: Prowadzenie postępowania administracyjnego w okresie koronawirusa (COVID-19) z uwzględnieniem przepisów specustawy koronawirusowej > Odpowiedzialność finansowa także dotyczy raczej urzędników niższego szczebla, często są też przypadki „zrzucania winy” na podwładnych. Tomasz Ludwiński sam był kiedyś dotknięty taką sytuacją, kiedy dyrektor, który naruszył wielokrotnie i rażąco – jak stwierdził sąd – prawo przy niezasadnym rozwiązaniu stosunku pracy, nie poniósł żadnych konsekwencji dyscyplinarnych czy finansowych – został nawet przewodniczącym komisji dyscyplinarnej w urzędzie kontroli skarbowej. - Pewne przepisy są martwe w stosunku do wyższych urzędników, co sygnalizowaliśmy Szefowi Służby Cywilnej, ale się nic w tym zakresie nie zmieniło – dodaje. Przyznaje, że nie zna sytuacji, żeby urzędnik zapłacił odszkodowanie z tytułu niewłaściwie wydanej decyzji lub niewydania decyzji. Odpowiedzialność w samorządach Samorządowcy nie bardzo chcą mówić o odpowiedzialności. Jak się dowiadujemy nieoficjalnie, trudno obciążyć pracownika za wykonywanie poleceń, lub że wydał decyzję na czyjąś korzyść czy niekorzyść. Istnieje przecież uznaniowość decyzji administracyjnych i w wielu sprawach organ ma prawnie dopuszczoną możliwość wyboru sposobu działania i załatwienia sprawy - podkreślają. Dodają też, że nakładają się tu na siebie różne przepisy, obecnie także COVID-owe. Są też głosy, że urzędnik samorządowy podlega ochronie - o zwolnieniu nie decyduje wola pracodawcy, ani jego uzasadnienie, musi być naruszenie prawa. Na ogół nie odczuwają strachu przed podejmowaniem decyzji, trudniej im jednak swoje rozstrzygnięcia uzasadniać. Podejście urzędników do odpowiedzialności komentowane jest często jako „brak świadomości o wadze podejmowanych decyzji”. Mimo że popełnienie błędu w decyzjach może rzutować na sytuację ich adresatów. Urzędniczka chcąca zachować anonimowość opowiedziała nam sytuację sprzed lat, kazus urzędnika, który wydał pozwolenie na budowę niezgodnie z miejscowym planem zagospodarowania. Urząd miasta decyzję unieważnił, ale w międzyczasie urzędnik się zwolnił. Po doniesieniu do prokuratury, umorzyła ona postępowanie. Metryczki administracyjne nie pomogą W tym samym czasie, co wspomnianą ustawę, wprowadzono metryki spraw administracyjnych, które miały pokazać po kolei, kto brał udział wydaniu decyzji i za jaki etap odpowiadał. Jednym z celów było właśnie łatwiejsze wyciągnięcie konsekwencji wobec urzędników, gdy wydano decyzję z rażącym naruszeniem prawa. - Rozwiązanie zakłada, że wpisy w metryczce odpowiadają każdej czynności, która jest podjęta w sprawie. Zatem jeżeli pracownik przygotowuje projekt rozstrzygnięcia, to powinien odnotować to w metryczce i przekazać projekt wraz z metryką przełożonemu. Ten, jeżeli ma uwagi, również powinien odnotować to w dokumentach. W ten sposób chciano umożliwić dokładne prześledzenie całego procesu wydawania decyzji, tylko w praktyce tak to na ogół nie wygląda – zwykle pracownik idzie po prostu do przełożonego, referuje mu sprawę, a jeśli ten wskaże mu odmienny sposób rozstrzygnięcia, to rzadko kiedy dane zawarte w metryce ten fakt odzwierciedlają – tłumaczy prof. Suwaj. Urzędnicy ubezpieczają się na wszelki wypadek Od odpowiedzialności cywilnej za rażące naruszenie prawa urzędnik może się ubezpieczyć. Wielu urzędników korzysta więc z możliwości ubezpieczenia się z tytułu błędnych decyzji. - Mam wiedzę, że pracownicy wykupują takie ubezpieczenie. Dzieje się to bez udziału pracodawcy. Umowę z ubezpieczycielem zawierała w przeszłości jedna z organizacji związkowych - mówi Barbara Skrabacz-Matusik. - Prawo nie jest jednoznaczne, zmienia się orzecznictwo, a sądy orzekają różnie, byłbym zdziwiony, gdyby osoby mogące ponieść konsekwencje finansowe się nie ubezpieczały – podkreśla Tomasz Ludwiński. Zobacz też: W pandemii urzędnik jest bezkarny, ale lekarz - nie>> Zła decyzja a premie i nagrody Co bardziej mściwy obywatel, na którego nałożono bezprawnie wysoką karę administracyjną i miał przez to spore problemy, oczekiwałby też, że urzędnika wydającego bezrefleksyjnie takie decyzje, dotkną jakieś konsekwencje w pracy – np. nie otrzyma on nagrody. Ale fakt, że decyzje wydane przez określoną osobę przepadają potem w postępowaniu w drugiej instancji lub przed sądem, raczej nie wywoła takiego skutku. - Zbierane są dane statystyczne na ten temat, ale raczej mało prawdopodobne, by brak skuteczności odbił się na wynagrodzeniu – mówi prof. Krawiec. Wtóruje mu prof. Suwaj, który tłumaczy, że ze skuteczności nikt urzędnika nie rozlicza – większą rolę odgrywa bowiem terminowość i rzetelność pracownika. Urzędnicy mają wyznaczony zakres czynności do wykonania, a skoro wiadomo, iż pracę należy wykonywać solidnie, zgodnie z prawem, kodeksem etyki to wiadomo też, że za naruszenie można ukarać. – Premie i nagrody są za osiągnięcia, jeśli ktoś czegoś nie dopełnił, nie powinien ich dostać – zaznacza Tomasz Ludwiński. Jak dodaje, jest to jednak w obecnej chwili tylko teoria, bo od 1 stycznia br. nie ma funduszu nagród. - Przyznanie czy nieprzyznanie nagrody lub premii pracownikowi wiąże się z oceną wykonywania obowiązków pracowniczych czy służbowych dokonywaną przez bezpośredniego przełożonego – dodaje Barbara Skrabacz-Matusik. Czytaj w LEX: „Pozwy zbiorowe” jako odpowiedź na czasy „niedyspozycji” wymiaru sprawiedliwości w czasach epidemii koronawirusa > ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji. Pytanie Odpowiedź Z pokusami dzisiejszego świata stykamy się na każdym kroku, a szatan nieprzerwanie tworzy ich coraz więcej. Musimy mieć zaufanego brata czy siostrę w wierze, kto będzie pomagał nam stawiać czoła zagrożeniom pojawiającym się w naszym życiu duchowym. Król Dawid był sam w wieczór, w którym szatan kusił go do popełnienia cudzołóstwa. Może się nam wydawać, że to Batszeba go kusiła (2 Księga Samuela 11), lecz Biblia mówi nam, że nie walczymy z ciałem lecz z nadziemskimi władzami, ze złymi duchami, które nas nawiedzają (Efezjan Wiedząc o tym, że walczymy z siłami ciemności, powinniśmy szukać wszelkiej dostępnej pomocy, która jest w pobliżu nas. W liście do Efezjan, Paweł mówi nam, że musimy być wyposażeni we wszelką siłę, jakiej Bóg nam udziela do tej walki. „Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się” (Efezjan Paweł uświadamia, że nawet jeśli weźmiemy wszystko czym Bóg nas obdarza w walce ze złym, to jednak wciąż jesteśmy ludźmi, którzy nie zawsze zdołają się ostać przed szatańskimi pokusami. Nie mamy wątpliwości, że pokuszenie i tak przyjdzie. Szatan zna nasze słabości i wie kiedy jesteśmy szczególnie na nie podatni. On wie dokładnie kiedy małżonkowie się kłócą, i czują że prawdopodobnie ktoś inny by lepiej mógł ich zrozumieć. Wie dokładnie, kiedy dziecko zostało ukarane przez rodziców i może czuć się rozgniewane. On wie dokładnie kiedy sprawy zawodowe nie układają się najlepiej i jak przypomnieć o pubie (gdzie możesz „utopić” w alkoholu swoje smutki) po drodze do domu. Gdzie znajdziemy pomoc, gdy już uczyniliśmy wszystko co w naszej mocy, by stoczyć zwycięską bitwę? Chcemy czynić to, co podoba się Bogu, chociaż jesteśmy słabi. Co powinniśmy uczynić? Księga Przypowieści Salomona mówi: „Żelazo ostrzy się żelazem, a zachowanie swojego bliźniego wygładza człowiek.” Przychylne patrzenie na bliźniego (aprobata bliźniego) przejawia się w zachęceniu go/ jej lub wyrażeniu wsparcia moralnego. Kiedy po raz ostatni twój przyjaciel zadzwonił do ciebie i zapytał co u ciebie słychać? Kiedy po raz ostatni zadzwoniłaś do koleżanki i zapytałaś czy nie chciałaby z kimś porozmawiać? Zachęcenia i wsparcie moralne przyjaciela są często brakującymi elementami w staczaniu duchowej bitwy z szatanem. Autor listu do Hebrajczyków podsumowuje to słowami, „Baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków. Nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża...” (Hebrajczyków Odpowiedzialność jest niesamowicie ważna w walce z grzechem. Osoba, która wspiera w noszeniu brzemienia odpowiedzialności może cię zachęcać, napominać, uczyć, razem z tobą cieszyć się czy płakać. Każdy chrześcijanin powinien mieć taką zaufaną osobę z którą może się pomodlić, porozmawiać, zwierzać się czy wyznać grzechy. English Powrót na polską stronę główną Co Biblia mówi na temat znaczenia odpowiedzialności? Czasem marzymy, aby nasze dziecko samo pamiętało o odrobieniu lekcji, spakowaniu plecaka czy wrzuceniu mokrych rzeczy po basenie do pralki. Odpowiedzialność to cecha niezwykle ważna u ucznia, która niewątpliwie przyda mu się w dorosłym życiu. Nic więc dziwnego, że większość rodziców pragnie wpoić ją swoim dzieciom, aby efektywniej funkcjonowały w szkole i życiu prywatnym. Jak w takim razie sprawić, aby brały odpowiedzialność za swoje działania?Kiedy myślę o odpowiedzialności dziecka, przypomina mi się pewna anegdotka, w którym jedna mama pyta drugą: „Co takiego robisz, że Twoja córka jest taka odpowiedzialna?” W odpowiedzi słyszy coś tak prostego, a zarazem trudnego: „Ja po prostu jej na to pozwalam”. A jak jest z nami? Czy my pozwalamy naszemu dziecku uczyć się odpowiedzialności? Jak nauczyć dziecko odpowiedzialności? Pozwólmy mu podejmować decyzje i tym samym doświadczać życia. Nawet kiedy wiemy (bo przecież potrafimy lepiej przewidzieć i mamy większe doświadczenie), że konsekwencje tych decyzji nie będą miłe dla naszego dziecka. Tylko tak może nauczyć się ono odpowiedzialności. Wiem, że czasem bywa to dla rodziców trudne. Tak bardzo chcemy uchronić dziecko przed przykrościami, porażkami i błędami, że roztaczamy nad nim parasol ochronny, zapominając, że w konsekwencji nie uczymy go brania odpowiedzialności za swoje zachowanie. Jest tutaj jednej wyjątek. Kiedy zagrożone jest życie i zdrowie dziecka, to działamy szybko i zdecydowanie. To nie jest czas na naukę odpowiedzialności. Dopuszczajmy do sytuacji, w których nasze dziecko doświadczy konsekwencji swoich zachowań. Kiedy jest mu ciężko, to przytulmy, dajmy wsparcie i okażmy empatię. Zapytajmy, co możemy dla niego zrobić. Nie mówmy w złości: „Trzeba było mnie słuchać, teraz masz za swoje” – to nie pomaga. Dziecko nie potrzebuje naszych złośliwych uwag, a empatii. Nawet jeśli wcześniej przestrzegaliśmy je słowami: „Nie rób tego, bo to się źle skończy”, a ono nie posłuchało i zrobiło po swojemu. Wówczas takie słowa: „A nie mówiłem(-am)” naprawdę nie pomagają. Jeśli nie pozwolimy dziecku ponosić naturalnych konsekwencji jego działań, to nauczymy je, że za nic nie odpowiada. Mówmy, że ma prawo podejmować własne decyzje, które są dobre, bo są jego. Patrzmy z ciekawością, co z nich wyniknie i jak nasze dziecko będzie sobie radziło z konsekwencjami swoich wyborów. Sami bądźmy przykładem. Zachęcam do refleksji: „Czy ja jestem odpowiedzialnym rodzicem?”, “Co mówią o mnie moje czyny?”. Raczej nie da się nauczyć dziecka odpowiedzialności, jeśli sami mamy z tym kłopot. Nigdy go też nie oszukuj i nie okłamuj. Żeby dziecko miało szansę nauczyć się odpowiedzialności musi doświadczyć tego, że coś od niego naprawdę zależy, że może dokonywać wyborów, które będą szanowane przez rodzica. Zachęcaj dziecko, aby doprowadzało do końca rozpoczęte zadania i aktywności. Sam nie przerywaj mu zabawy, oglądania bajki czy gry tylko dlatego, że właśnie teraz zależy Ci, żebyście poszli na zakupy lub spacer. Powiedź dziecku za jaki czas będziecie wychodzić, aby miało szansę dokończyć to, co zaczęło. Rozmawiaj z dzieckiem o efektach jego działań. Pytaj, czy jest zadowolone, czy to co się zadziało jest dla niego ok? Co może zrobić następnym razem inaczej, żeby mieć większą satysfakcję. Unikaj zewnętrznej kontroli – dzieci, które są kontrolowane mają poczucie, że za nic nie odpowiadają, że nic od nich nie zależy. Tłumaczą swoje działania tym, że mama tak chciała, tata tak im kazał. Pokazuj dziecku związek przyczynowo-skutkowy tego, co robi. Ile włożyło wysiłku, energii, starań w to, co robiło. Na ile było to przemyślane i zaplanowane. Czy wzięło pod uwagę różne czynniki, które mogłyby wpłynąć na efekt końcowy. Kim jest odpowiedzialny rodzic? Kiedy chcemy, aby dziecko uczyło się odpowiedzialności, to warto przy tej nauce przyjrzeć się sobie i swojej postawie. Jak to jest ze mną? Czy ja jestem odpowiedzialnym rodzicem? Co robię, kiedy w relacji z dzieckiem popełnię błąd, przekroczę jego granice, nakrzyczę, obrażę, wymierzę karę? Jesper Juul twierdzi, że za jakość relacji z dziećmi zawsze odpowiedzialni są rodzice. To my odpowiadamy za komunikację, atmosferę w rodzinie oraz to, co w kontakcie z dzieckiem się nie udaje. Jeśli chcemy polepszyć jakość tych relacji, to pamiętajmy, że zmiana zaczyna się od nas. To jest nasza odpowiedzialność. Każdy rodzic ma w arsenale swoich zachowań takie, o których wolałby zapomnieć. Pamiętajmy, że dziecko nie chce mieć rodzica z poczuciem winy, ale opiekuna, który właśnie weźmie odpowiedzialność za to co zrobił, co powiedział, co przeżył bez obarczania go tym. Taki rodzic powie: „Tak wiem, nie dałem rady, nie wytrzymałem, nie powinienem tak się do Ciebie odzywać, przepraszam Cię za to. Następnym razem postaram się tak nie robić” – i naprawdę następny razem tak nie robi, czyli dotrzymuje danego słowa. Rodzic, który mówi: „To przez Ciebie tak się zdenerwowałem(-am) i nie wytrzymałem(-am), gdyby nie Ty to…” – w tym przypadku czyni dziecko odpowiedzialnym za jakość relacji. Pamiętajmy, że dziecko nie ma takich kompetencji, aby tą odpowiedzialność wziąć na siebie. Czy nadmiar odpowiedzialności szkodzi? Kiedy rodzice nie biorą odpowiedzialności za swoje emocje, zachowania i słowa powstaje tzw. „próżnia” (luka). Najczęściej próbuje ją wypełnić – w sposób nieświadomy – najstarsze dziecko. Wówczas staje się tzw. „małym dorosłym” z nadmiarem odpowiedzialności za rodzica i rodzinę. W konsekwencji zapomina o własnym dobru, idąc w świat z tzw. nadmiarem odpowiedzialności za innych. Marzenia mamy Jakiś czas temu w gabinecie, w którym udzielam konsultacji rodzicom, jedna mama (powiedzmy mama Wiktora) rozmarzyła się na temat przyszłości swojego syna. Życzyła sobie, aby jej ukochany Wiktor wyrósł na odpowiedzialnego mężczyznę, który będzie dotrzymywał słowa, będzie realizował swoje obowiązki i na którym będzie można polegać. Myślę, że wielu rodzicó ma takie marzenia. Pytanie, które sobie warto zadać to: “Co dziś robię, żeby moje dziecko nauczyło się tej odpowiedzialności?”. Jak pisze Aleksandra Piotrowska: „Im wcześniej i im więcej dajemy dziecku pola do bezpiecznego eksperymentowania, do samodzielnego podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji, tym większa szansa, że w odpowiednim momencie wykształci w sobie wewnętrzne poczucie kontroli i odpowiedzialności”. Źródła: 1. Nastolatki pod lupą. Aleksandra Piotrowska, Ewa Świerżewska. Wydawnictwo Zielona Sowa. Warszawa 2017. 2. Zamiast wychowania. Jesper Juul. Wydawnictwo MiND. Podkowa Leśna. 2016. Marzena Jasińska Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów. Single responsibility principle to podstawowa zasada dobrych praktyk w programowaniu obiektowym. Wszyscy ją znają. To ona jest naszym S w SOLID. Wydaje się, że wszystko o niej zostało już powiedziane. Czy na pewno? Przyjrzyjmy się bliżej. Zasada pojedynczej odpowiedzialności mówi, że każda klasa powinna odpowiadać tylko za jedną rzecz. Dokładniej Robert C. Martin proponuje taką definicję: Nigdy nie powinno być więcej niż jednego powodu do modyfikacji klasy. Proste i łatwe do zapamiętania. Chodzi oczywiście o to, aby nie tworzyć klas typu spaghetti – długich na wiele ekranów robiących wszystko i trudnych do zarządzania. Klasy powinny być małe i proste. Kod powinien być przejrzysty. Zasada ta zachęca do korzystania z wzorców projektowych. Zamiast rozwiązywać problem pisząc kod strukturalny korzystajmy z mocy obiektów. Każdy z nas widział klasy, które klasami były jedynie z nazwy. Tak naprawdę były to biblioteki funkcji tylko zamknięte w formie klasy. A gdzie dziedziczenie, enkapsulacja, ponowne używanie? Polemika z jedną odpowiedzialnością. Robert C. Martin z pewnością świetnie zna się na programowaniu. Ale popatrzmy na cytat innego geniusza: Wszystko powinno być tak proste jak się da ale nie bardziej. Tak, to powiedział Albert Einstein. Dla nas najważniejszy jest zwrot „ale nie bardziej”. Okazuje się, że i z tą zasadą można przedobrzyć. Zarzut pierwszy – czym jest zmiana? Zasada jednej odpowiedzialności jest mocno niejasna. Skoro możemy mieć tylko jeden powód do zmiany – co będzie tym powodem? Naprawa błędów? Refaktoring? Zmiana logiki biznesowej? Jeśli pozwolimy sobie tylko na jeden powód do zmian to albo utkniemy w klasie, w której jedynie poprawiamy błędy albo zmiana działania nie pozwoli nam na inne poprawki w kodzie? To oczywiście ekstremalny przykład. Ale czyż jako informatycy nie chcemy jasnych i precyzyjnych określeń? Może powinniśmy więc dodać w naszej regule dopisku „w miarę rozsądku”? Wtedy będzie jeszcze bardzie niekonkretna. Zarzut drugi – przewidywanie przyszłości Skąd możemy wiedzieć jakie w przyszłości pojawią się powody do zmiany kodu? Czy będzie jeden kod czy dwa? A może zechcemy zintegrować naszą klasę z innym systemem i będzie trzeba zmienić jej nazwę aby uniknąć konfliktów? To techniczna zmiana ale też zmiana. Okazuje się, że zasada powoduje, że prawo działa wstecz. Dowiadujemy się czy ją spełniliśmy dopiero gdy nadeszła potrzeba zmian. Zarzut trzeci – czym jest odpowiedzialność? Zasada nie definiuje poziomu abstrakcji. Weźmy sobie np. klasę do obsługi plików. Czy powinniśmy mieć osobne klasy do czytania i zapisywania? W końcu to dwie różne operacje. A może potraktujemy „obsługę” plików jako jedną odpowiedzialność? Można sobie wyobrazić dwóch programistów. Jeden stosuje tą zasadę na bardzo szczegółowym poziomie. Drugi traktuje ją ogólnie. W efekcie pierwszy oskarża drugiego o łamanie zasady a drugi mówi, że pierwszy przesadza z jej stosowaniem. Przestrzeganie pojedynczej odpowiedzialności na ślepo może doprowadzić do takich konfliktów. Może podzielić nam kod na wiele niepotrzebnych drobnych klas. Trzeba znać umiar. Rozwiązanie – lepsza wersja zasady Spróbujmy przedefiniować naszą zasadę pojedynczej odpowiedzialności aby miała większy sens: Klasa, funkcja, metoda itp powinna odpowiadać za pojedynczą logikę biznesową na jednym poziomie abstrakcji. Co nam to daje? Bardzo proste i praktyczne reguły: Nie tylko klasy ale również funkcje, metody, interfejsy i inne konstrukcje powinny być spójne. Powinnismy unikać nadmiernego przeładowania ich funkcjonalnością. Sama klasa może mieć wiele metod ale każda z nich również powinna realizować tą zasadę. Logika biznesowa czyli esencja, mięsko, sens istnienia naszej klasy. Zmianą nazywamy modyfikację, która zmienia sens jej działania. Dzięki temu możemy bezkarnie poprawiać błędy, refaktoryzować itp. Pojedynczy poziom abstrakcji mówi nam, żeby nie mieszać operacji wyższego i niższego rzędu. Gdybyśmy mieli metodę ZapiszJakoPDF() to mieszamy dwa poziomy abstrakcji. Wprawdzie to jedna logika biznesowa, która daje nam zapisany plik ale sama konwersja PDF jest operacją na wyższym poziomie niż zapisanie. Nie mieszajmy poziomów abstrakcji. Marco Cecconi podaje nam jeszcze ciekawszy zamiennik zasady jednej odpowiedzialności: Sensem istnienia klas jest taka organizacja kodu aby był jak najmniej skomplikowany. Dlatego klasy powinny być: Wystarczająco małe aby zmniejszyć zazębianie się problemów Wystarczająco duże aby spójnie obsługiwać zagadnienie Nadal nie jest to bardzo konkretna definicja, ale przynajmniej daje nam poczucie równowagi. Nie dzielimy już kodu niepotrzebnie na małe fragmenty ani nie piszemy wielkich klas do wszystkiego. Na koniec Warto poszukać w internecie komentarzy do tej zasady. W wielu dyskusjach jest ona szeroko krytykowana. W zamian proponowane są inne, bardziej praktyczne. Dzięki takim dyskusjom możemy dostrzec zdrowy rozsądek, którym powinniśmy się kierować przede wszyskim, przed skorzystaniem z którejkolwiek z dobrych praktyk programowania.

to się nazywa odpowiedzialność